Chyba umieram. Wszystko takie, się rozsypuje, rozpada
- jakie jest - trwoniąc rzeczy i dokonane w nich przeznaczenie
Czas, cyrklem słońca, ślubi ją. Ona martwieje
i nieba już im na dach nie wystarcza
Oh, krzyczy ona
Ona -
Dokąd zdążę! Pobiegnę! Jeszcze! Z retkińskich, widzewskich, wszystkich
- do miejsc którymi żyłam - wypuścić! Meduzy z bloków ich
On, jej welon wiejąc beznamiętnie zamieszkania. Niech się zamienią
zapiera widokami dech, lęk tajemniczy w ciekły asfalt, niech wreszcie
jakby kukłę pustą ulicami rwą.
wywraca na istnienia brzeg Lecz On mówi
i mówi: chyba umieram - Nie. Zostaną tu kurwa jak chcą.
ja umieram.
No comments:
Post a Comment