Sunday, 5 July 2020

Dariusz Sztanderski (aka Johnny) 1964 - 2000

GDZIE JEST STARY PHANTOM
krzyczane kiedyś na koncertach, to hasło, którego autorem jest Bugs.
Bugs i Darek z Rezerwowej Armii Pracy piszą książkę o łódzkim punku lat 80.; żeby książka była wiarygodna i ciekawa potrzebują jak najwięcej relacji uczestników i informacji z pierwszej ręki. Do wielu osób już dotarli, ale jeśli jeszcze ktoś może wspomóc autorów, dołożyć relację, anegdotę, zdjęcie czy film, byłoby wspaniale.
Sama zaczęłam od RAP'u a dotarłam do rapu, a jak wasze historie? Jeśli zechcecie coś dorzucić, podam maila lub/i telefon Bugsa na priv, jeśli wolicie krótki komentarz tutaj, to mu prześlę. Na razie wszystkie dotychczasowe wspominki łączy osoba Bogusia Michalonka<3 br="">
Może tu znajdziecie natchnienie?
Nie bardzo wiem, od czego zacząć, bo nie byłam w tamtym czasie nikim znaczącym, chodziłam tylko na koncerty, i od pierwszego koncertu, na jaki poszłam muzyka była najważniejsza. Dawała mi doznania, których żadna inna forma sztuki nigdy we mnie nie wzbudziła; docierała do trzewi, poruszała i dawała chwilowe poczucie mocy. 
Mieszkałam na Teofilowie, blisko była Lutnia, trochę dalej Żubardź a potem przeróżne miejscówki, które teraz zlewają mi się w jedno, bo do większości z nich z Teofki to była wyprawa. A więc Dąbrowa, Widzew, Lodex (Buczka?), Łagiewnicka, i jakiś adres gdzieś za Uniwersalem, ale nie pamiętam więcej. Nie bardzo miałam rozeznanie, bo to były nieznane mi rejony; do tego stopnia, że raz jadąc na koncert na Widzew, zajechałam na Dąbrowę, czy też odwrotnie. Jechałam sama, miałam przesiadkę koło Centralu, więc jak zobaczyłam kolesia w skórze, to założyłam, że jedzie na koncert i wsiadłam do tego samego tramwaju. Nie jechał. Spóźniłam się na Rockowisko w Bistonie bodajże. Pamiętam, że dotarłam tam, jak już wszyscy byli i postanowiłam usiąść na takim turystycznym stoliku na korytarzu w części centralnej, chyba schody z dwóch stron jeszcze były, ludzi pełno, a ten stolik się złożył, co było niezłą traumą, bo miałam kompleksy na punkcie wyglądu i jeszcze Guma to skomentował, ale nie pamiętam jak, teraz myślę, że może chciał, żebym się lepiej poczuła, choć nawet nie pamiętam, czy się wtedy znaliśmy.
Może z tamtych czasów bierze się też to, że jak idę na koncert nie muszę mieć towarzystwa, bo jak gra muzyka, którą czuję, to się w nią wkręcam.
Co do muzyki też nie pamiętam, co widziałam pierwsze, bo te niezliczone koncerty zlały mi się w jeden ciąg wykonawców i miejsc. Na pewno gdzieś tam od początku przewijał się Phantom i Boguś Michalonek, którego wtedy znałam tylko z widzenia, a ponieważ mieszkał niedaleko, często go widywałam, takiego z innej bajki w beżowym prochowcu, meloniku i okularach, a na koncertach w wyraźnym makijażu. Wtedy była to bez wątpienia najbardziej fascynująca osoba, a jeszcze dla nastolatki człowiek, który miał ponad 20 lat to już nawet pokoleniowo wydawał sie odległy.  
Przez całe lata większość ludzi z koncertów znałam tylko z widzenia, ale mam wrażenie, że wszyscy wtedy chodzili na wszystko, i po jakimś czasie rozpoznawaliśmy się nawzajem.
Bardzo wyraźnie pamiętam Gruchę z tamtych czasów, mega przystojny wysoki brunet w czarnej skórze, często stał z tyłu sali z rękami założonymi na piersiach;  widziałam, że zna wszystkich, których sama znałam tylko z widzenia. Po jakimś czasie kojarzyłam już załogę punkową, ale wiele osób poznałam, kiedy czasy świetności minęły, a niektórych wcale, choć dobrze ich pamiętam.
Aśa przypomniała mi właśnie: „bardzo mi w pamięci zostało, jak jechałyśmy do miasta autobusem B albo 78 i przez okno zobaczyłaś Gruchę, który szedł Lutomierską. Nie było zmiłuj, musiałyśmy wysiąść na najbliższym przystanku”.
Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Kubę, Ślinę, Johnnego, Grzywę, Sida, Wąsatego, Małpę, Synka, Pjetję i wielu innych, ale pamiętam, kiedy poznałam Chujana, bo zszokowało mnie, że jest jeszcze w podstawówce. To był zespół TNT albo Detonator, nie pamiętam, które wcielenie było pierwsze, ale na pewno w Lutni i tam chyba też po raz pierwszy widziałam Brak.
Z moimi koleżankami z klasy zrobiłyśmy sobie koszulki z napisem Brak z przodu i TNT na plecach. Moja najlepsza przyjaciółka Aśa ma talent plastyczny, zrobiła szablon i resztę, i przez jakiś czas w trójkę, Aśa, Beata W. i ja chodziłyśmy w takim rynsztunku. 
Załoga punkowa była dla mnie egzotyką, sama wydawałam się sobie tak zwyczajna, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że ktokolwiek mógłby mnie zauważyć, a co dopiero zapamiętać. Jak już znałam Kubunia zadziwił mnie, bo potrafił opowiedzieć w co byłam ubrana na paru dawnych koncertach. Ponieważ b. długo mama wybierała mi ubrania i dostawałam ciuchy od cioci z Ameryki to  bywałam na koncertach punkowych w grzecznych sukienkach grzecznej dziewczynki, jaką z perspektywy czasu widzę, że byłam. 
Na szczęście jak zaczynała grać muzyka wszystko inne przestawało się liczyć i czułam, że żyję. 
Tych koncertów było b. dużo, pamiętam jak mama mówiła, że przecież i tak nie uda mi się pójść na wszystkie, a ja upierałam się, że jednak uda i myślę, że na większości koncertów w tamtych czasach byłam. 
Domy kultury i różne instytucje nie tylko organizowały koncerty, również pokazy filmów a także udostępniały sale prób, i też się odwiedzało muzyków na próbach np w ZTK Teofilów, Lutni, Siódemkach czy gdzieś daleko, gdzie Insekty miały próby.
W którymś momencie znałam już niektóre zespoły, kumplowałam się z Piotrusiem Rogozińskim czyli Rogozem, a nawet raz miałam szczęście załapać się na wyjazd z Moskwą do Poznania jako 'akustyk', dzięki czemu dostałam jedynkę w hotelu. Pamiętam, że tam raz przyszedł do nas Paweł Kukiz powiedzieć Moskwie, jak bardzo się mu podoba ich muzyka, a z kolei oni byli zajarani Kukizem. 
Na tym wyjeździe był też Kuba (Pistolet) i tam chyba się poznaliśmy. 
Chciałabym móc napisać więcej o poszczególnych zespołach, ale nie pamiętam. 
Byłam tak bardzo spragniona muzyki, że chyba wszystko mi się podobało, ale nawet jak mi się podobało, to umknęły mi nazwy czy nazwiska. Teraz przyszło mi do głowy nazwisko Piotr Kaczmarek - na Żubardziu grał jakiś zespół, gdzie wokalista tak się nazywał. zapamiętałam bo znałam trzech Piotrków Kaczmarków - jeszcze Struś się tak nazywał i kolega z klasy. Ale co sie z nim stało, kto to był? Mam dziury w pamięci. 
Wczoraj pisałam z Synkiem, przypomniał mi Pietię, natychmiast skojarzyłam Pietja aka Burak, pamiętam go bardzo dobrze i natychmiast bym rozpoznała, ale okoliczności mi gdzieś umknęły. Tak samo pamiętam takiego gościa, którego poznałam na próbach Insektów, był miły i grzeczny, dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się, że Podły nie cieszył się dobrą sławą. Może dlatego, że nie byłam uprzedzona miło się nam gawędziło i sączyło jakieś napoje.
Nie byłam też specjalnie spostrzegawcza, a właściwie wyjątkowo mało rozgarnięta pod tym względem. Kuba mówił, że muszę się potknąć, żeby zauważyć coś oczywistego.
Bardzo mi się podobała Rezerwowa Armia Pracy, którą pamietam z koncertu na Żubardziu; wiele nazw zapomniałam, ale RAPu nigdy. 
Pamiętam wielkie wrażenie, jakie zrobił na mnie Brak, ale też hasło „Gdzie jest stary Phantom”, które z upodobaniem wszyscy krzyczeliśmy przez lata na koncertach. Dopiero teraz wiem, że wymyślił to Bugs. Nawet w lipcu zeszłego roku (2019) na koncercie Blitzkriegu 'zakrzyczałam' pod nosem, ale wiedziałam, że nikt nie podchwyci.
Co do Bogusia Michalonka mam anegdotkę - spotkała się u mnie grupka na wspólne oglądanie Ptaków Hitchcocka i akurat szłam do kuchni po coś, jak ktoś zapytał, czy to będzie w kolorze czy czarno-biały a na to Boguś: „na moje oko ten film jest czarno-biały”. zamarłam, nie wiedząc, co się wydarzy, ale Boguś też się roześmiał, więc wszystkim ulżyło. Boguś miał jedno oko szklane i był daltonistą. No i fenomenalnym wokalistą. Oprócz tego nauczył mnie robić zapiekankę warzywną, czyli warstwowo warzywa różne w naczyniu żaroodpornym trochę oliwy i w 20 minut pyszny tani posiłek. Boguś mieszkał blisko Teatru Arlekin w niedużym mieszkanku przez które przewinęły się dzikie tłumy. Był super inteligentny i zdolny, ale nie miał instynktu przetrwania chyba. Na tych z nas którzy żyją świetne określenie wymyślił Szmalec: „przetrwalniki”.
Dawnym czasom zawdzięczam też definicję przyjaciela. 
Znałam już Johnnego i szliśmy z jakiegoś koncertu, czy na koncert; skinheadzi chcieli skroić Helmuta ze skóry i podleciał do Jasia a Jasiu wziął go pod rękę z jednej strony (ja z drugiej), a po drugiej stronie ulicy szli kumple Janka: Grzywa, Małpa i jeszcze jeden (nie pamiętam ksywki, chyba nie żyje prawie tak długo jak Małpa albo coś koło tego i chyba też z Karolewa jak Johnny, Grzywa i Małpa), więc Herr aka Helmut był już bezpieczny - było widać, że kumple Janka obserwują sytuację i Janek powiedział wtedy, wskazując na nich: „te chłopaki mi nigdy na plecy nie wskoczą” albo „ci chłopacy”, i dla mnie to nadal definicja przyjaźni.
Od Jasia też przejęłam wyrażenie „zdrowy tryb życia i dobrobyt”. Ostatni raz widzieliśmy się na moim podwórku na Piotrkowskiej jakoś chyba wczesną jesienią 2000 r. Wyglądał tak strasznie, że uderzyłam w lament, Jasiu, jak ty wyglądasz,  co się dzieje, zrób coś itd. itp. a on mi na to: „zdrowy tryb życia i dobrobyt”. W Sylwestra dowiedziałam się, że nie żyje. 
Parę lat wcześniej chciał podarować Misiaczkowi (mojemu dziecku) rowerek i Aśa zawiozła nas do niego na Retkinię a tam był taki syf, że jak Misio chciał zjeść ciasteczko z talerzyka, to nie pozwoliłam, bo nie byłam pewna, czy biała posypka to tylko cukier. A rowerek był w takim stanie, że dotarło do mnie, że Jasia postrzeganie rzeczywistości się trochę odrealniło.
Ale na tej ulicy z Helmim Jasiu był jeszcze postacią. Przynajmniej tak go postrzegaliśmy ja i Helmut, i może ten nasz wspólny sentyment do Janka i Kuby podtrzymuje naszą znajomość, bo od tamtej pory mamy kontakt, nie zawsze regularny, ale jednak łączą nas całe lata znajomości. Janka odwiedzamy razem na cmentarzu na Szczecińskiej. Kuba zmarł w sylwestra, kiedy już mieszkałam w Gdyni (jak powiedział Herr „zawsze był złośliwy”), więc jeszcze mamy w planach cmentarz na Dołach, bo sama nie trafiłam mimo mapki z wyszukiwarki grobów.
Wracając do Jasia był bardzo życzliwy i spostrzegawczy. Potrafił zauważyć nowy makijaż i skomplementować fryzurę tudzież bez ogródek mówił co myśli o moich ”wynalazkach” jak określał me obiekty westchnień.  
dodatek od Aśi: 
„a jeszcze pamiętam jak dostałaś od Cioci piękne amerykańskie szpilki z lat 60-tych, klasyka! no i w tych najpiękniejszych szpilkach świata wybrałyśmy się do Hali Sportowej na jakiś koncert, nie pamiętam, może to było Rockowisko. Tyle tylko, że ja polazłam pod scenę w sam środek pogo. No cóż, skończyło się tak, że wyskoczyłam z butów, dosłownie!”


Friday, 1 March 2019

Your personal Google+ account is going away on April 2, 2019 ...
so I'd better save some stuff

Sep 2015
Moja pierwsza wizyta w ŁDZ po przeprowadzce do Gdyni w 2007 i prezent, którym NES mnie totalnie zaskoczył. cieszę się wciąż :D

Photo

Photo
Miasto z morza i marzeń/Full moon in the city built of sea & dreams





Photo



To też moje miasto EUDEZET/ŁDZ/ŁÓDŹ
My other city







Oct 2015
OsiemNasTKa ENTEKA ekipa & DRIM TIM, człowieku - ŁDZ 16, 17.10.2015
Photo




















Oct 2016
enteka i Familia HP - jeden i drugi występ chwytał za serce i cieszył. FHP miała taką moc, że brak mi słów - mistrz.
prywatny zysk z tegorocznego Bronxu - zamieniam się w abstyneNTKę - nie chce, ale musze;P

Photo






















Wednesday, 25 June 2014

Falling to pieces Faith No More
 
Rozpadam się na kawałki

w przód i w tył, kołyszę się z wiatrem
postanowienia wymykają się
przez palce, z powrotem do serca
poza zasięgiem i w ciemność
czasami myślę, że jestem ślepa
a może tylko sparaliżowana
ponieważ akcja się komplikuje
a kawałki układanki rozpadają się
ale wiem, że pod spodem jest obrazek
niezdecydowanie przesłania mi widok
nikt nie słucha

Ponieważ jestem gdzieś pośrodku
pomiędzy swoją miłością a męką
widzisz jestem gdzieś pośrodku
moje życie rozpada się na kawałki
niech mnie ktoś poskłada


leżę twarzą do ziemi
palce w uszach blokują dźwięk
zamknięte oczy, żeby nie widzieć
przewidując koniec, tracę wolę walki
krople 'tak' i 'nie'
w oceanie 'może'
z dołu widać strome wzniesienie
z góry widać mój kolejny dół
ale wiem, że równowaga gdzieś jest
niezdecydowanie przesłania widok
nikt nie słucha

ponieważ jestem gdzieś pomiędzy
swoją miłością a bólem
widzisz, jestem gdzieś pomiędzy
moje życie rozpada się na kawałki
chciałabym, żeby ktoś mnie poskładał

Monday, 1 July 2013

back from the dead: Kurt Cobain 1967-1994; Radek Androjna a.k.a. Ślina 1966-1994, czyli 1994 revisited

W Za tobą na koniec świata Enrico Ponceli jest zdanie z Goethego: 'Człowieku, pomóż sobie sam'.
Pani od rosyjskiego uczyła nas w liceum: 'Tolko durak uczitsja na swaich aszybkach - umnyj czieławiek uczitsja na czużich'. Obie sentencje są prawdziwe, tylko co z tego, skoro niewielu znam ludzi, którym udałoby się tej prawdzie umknąć, zwłaszcza ironii pierwszej z nich: 'Człowieku pomóż sobie sam'.
I czy o to chodzi w tych dziesiątkach zgonów, które nas poruszają, bo oto znowu odszedł, zabił się, zaćpał, zapił, zmarł ktoś taki niepogodzony z życiem, ze sobą, taki szlachetny, wrażliwy, twórczy, niezwykły, a taki samotny, bezradny.
Jeżeli te śmierci nie dotyczą naszego pokolenia i naszego czasu czy miejsca, wspomnienia pośmiertne mogą drażnić, bo dlaczego dopiero jako nieboszczycy zasługują na żal, zrozumienie, chęć udzielenia pomocy Odmieńcy, których omijano z daleka bo właśnie inni, bo krępujący swoim stanem upojenia i nieprzewidzialności zachowań, bo kłopotliwe spotykanie w ich towarzystwie znajomych.
Nieraz zdarzało mi się odczuwać to zniecierpliwienie żałobnym tonem wspominków, bo oto odszedł jeszcze jeden wspaniały, o którym za jego życia cicho sza.
Teraz odkrywam, że może jednak te irytujące wspominki miały swą prawdę, bo oto parę tygodni temu umiera Radek Androjna, Poeta, Anioł Upadły, Inny. Parę miesięcy temu ginie Kurt Cobain, lider Nirvany.
Obaj nawet nie 30-letni, obaj artyści, obaj próbujący otworzyć sobie drzwi i odnaleźć inną percepcję przy pomocy chemii, obaj, jak mi wiadomo, kochani przez swoje żony, kochający swe córki; jasnowłosi,
o niewinnym wyglądzie.
'Człowieku pomóż sobie sami'.
Sława obu różni się zasięgiem. O Cobainie słyszały miliony; sława Radka była sławą lokalną sięgającą początku lat 80-tych. Nie zmienia to istoty ich życia i śmierci, którą na siebie ściągnęli. Tej wrażliwości, która umieszcza ich pośród bohaterów drukowanych niedawno w Verte wierszy Dominika Rypalskiego 'podobnych do ognia bohaterów idących wciąż i wciąż dalej natchnionych poetów, których celem jest szybkie życie i młoda śmierć'.
Opłakuję ich i pragnę zatrzymać choć trochę pamięci o nich. Żałuję, że nie potrafię uczynić tego muzyką bądź wierszem. Po Cobainie została Nirvana, wiersze Radka pewnie uda się komuś kiedyś pozbierać.
Choć słyszałam ich wiele, pamiętam jedynie trzy słowa, początek jednego: Hej jak wysoko...
Słowa miewają moc sprawczą. Moc sprawcza tych trzech polegała na tym, że wywalano nas z knajp, do czego przyczyniał się fakt, że Radek wygłaszał je stojąc na krześle.
Działo się to zaledwie parę lat temu - teraz nie wylatuje się z knajpy za deklamowanie wierszy, nie trzeba również brać wuzetki do piwa lub wina.
I zaledwie parę lat temu Radek był postacią w kręgu, którego też już nie ma. Wspólnoty ludzi, którzy chodzili na te same koncerty i to wystarczało, żeby rozpoznawać się na ulicy.
Radek istniał wtedy w świadomości ludzi niekoniecznie znających jego wiersze, choć przy bliższym poznaniu przychodził i ten etap.
Zwracał uwagę jakąś delikatnością i elegancją w wyglądzie, innością stroju, tym bardziej rzucającą się w oczy  na tle punkowego rynsztunku 'starej załogi', a i tak jego przyjaciel z tamtych czasów, Kuba Bujnowicz, mawiał: punki mieszkają na Nowotki, bo tam się poznali.
Nie piszę tego, żeby pokazać, że opłakuję Radka bardziej niż inni. Raczej żeby poradzić sobie z tym żalem, nawet wstydem, za wprawdzie nieświadome, ale jednak odsunięcie się kiedyś. Żeby przypomnieć sobie jego wiersz, z któego tylko trzy słowa znam na pamięć. I jako pożegnanie.
PS
Parę dni temu zmarł Ryszard Riedel, lider formacji Dżem. Jeszcze dwa cytaty:
'Idź do diabła mówią ludzie pełni cnót...'
... lecz nie wiedzą, że najgorzej w życiu to samotnym być'

Wiersz bez tytułu Radka Androjny:

Chyba umieram. Wszystko takie, się rozsypuje, rozpada
- jakie jest - trwoniąc rzeczy i dokonane w nich przeznaczenie
Czas, cyrklem słońca, ślubi ją. Ona martwieje
i nieba już im na dach nie wystarcza
Oh, krzyczy ona                                                         Ona-                                                  
Dokąd zdążę! Pobiegnę! Jeszcze!              Z retkińskich, widzewskich, wszystkich
- do miejsc którymi żyłam.                         - wypuścić! Meduzy z bloków ich
On, jej welon wiejąc beznamiętnie               zamieszkania. Niech się zamienią
zapiera widokami dech, lęk tajemniczy        w ciekły asfalt, niech wreszcie
jakby kukłę pustą                                             ulicami rwą.           
    wywraca na istnienia brzeg                          Lecz On mówi
i mówi: chyba umieram                               - Nie. Zostaną tu kurwa jak chcą.
                                                                           ja umieram.

1994 Łódź
Fotografik extraordinaire Robert Laska:
http://robertlaska.com/radek-androjna/

Tuesday, 16 August 2011

GrubSon Na szczycie/At the top

i know for sure i feel it in my soul
somewhere on the top of a mountain
we shall all get together one day
even though the world loves and hurts us day by day
somewhere on the top of a mountain
we'll all get together one day

what has become of it, it's awaiting us too
the ground wants more human bodies
nobody's told us how long we shall live
what our life span will be
nobody's told us when to say farewell
or how long to wait to reconcile again
shoulder to shoulder to support one another
born to live we live to die
death angel could you tell me please
why you're so indifferent to us
you favour young victims
they've never harmed you and you treat them like dogs.
look!
so much love in each human
so many would like to live to see their half century birthday
so many miss their long gone homies
it's hard to accept but despite all thas i still ...

i know for sure i feel it in my soul
somewhere on the top of a mountain
we shall all get together one day
even though the world loves and hurts us day by day
somewhere on the top of a mountain
we shall all get together one day

somewhere far away somewhere up there
where no mere mortal dare tread
where there's peace, harmony and where nature calls
where you hear trees hum and birds sing
the sunrise shine on your face
fills your soul, the soul you've always had
you believe you know the feeling but
it is not what you know at all
though it was destiny and it is our destiny as well
that we shall all get together so that you won't be by yourself.
you will meet the people you loved so much
even not having seen them for years you've never stopped loving them (Yo!)
now you're lying on your back looking at the blue sky
heart to heart, no happiness, no bad luck,
nobody's getting angry, nobody's interrogating
human next to human flowing like a river
united into a single entity on the top of the mountain, Mecca

i know for sure i feel it in my soul
somewhere on the top of a mountain
we shall all get together one day
even though the world loves and hurts us day by day
somewhere on the top of a mountain
we'll all get together one day

GrubSon Naprawimy to/We'll fix it

We shall fix it

As time goes by life doesn't seem easy any more
It's not as easy as it might seem oh no
You crave the dosh and how not to crave it when you don't have it
We can't keep pretending everything's all right.
We don't have resources or will, we become different from others
We're not on the same wavelength any more.
We believe we know there's something brewing
And this makes us feel we've had enough.
For some life is Hell on Earth
For others it's Eden they've dreamt of.
Though it's still a long way to go I'm glad
I've made it so far.
Years go by like sand through the fingers.
I'm glad I can tell my mum and dad 'i love you'.
I clench my fist to salute those still fighting
The two-finger salute to those who've passed away.

Ooo don't give up, everything's gonna be all right, I know it's easy to say
But it's better to have hope than to sit on your butt and have nothing.
You'd rather not know or even disappear
I have the key for you, come on we'll fix it all.
Come on
We shall fix it all.
We'll fix it
We'll fix it
We'll fix it
So that we can build again
We'll fix it
So that we can start from scratch.

No matter how bad things are, what matters is the hope we feel inside and these thoughts.

We shall live because

We shall take our life in our hands, we shall start to build from scratch

And when something gets fucked up we shall fix it.

No matter how bad things are, what matters is the hope we feel inside and these thoughts.

We shall live because

We shall take our life in our hands, we shall start to build again,

And when something gets fucked up we shall fix it.

There's no force that can take the hope away from us,
Which doesn't mean we can't
lose from time to time
To rise again after the fall and live on
Enjoy what you have, homie, fuck the badges.

Life is not always great and in our country particularly so
This whole mess is a test, if we are to survive and live here, let's do it together
Together we’ll definitely get far more done here
Where they're brainwashing us with a load of baloney because everybody wants
To live like a king forgetting about the community
'Fuck you, Sir' let alone the humanity.
We live in the country where it's hard to fix anything
But we'll gradually make it, my friend, you'd better start to believe it
You've fallen into the trap because somebody’s messed things up, shit happens,
Time you took the wings.

No matter how bad things are, what matters is the hope we feel inside and these thoughts.

We shall live because

We’ll take life in our hands, we shall start to build from scratch

And when something gets fucked up we shall fix it.

No matter how bad things are, what matters is the hope we feel inside and these thoughts.

We shall live because

We shall take our life in our hands, we shall start to build again,

And when something gets broken…

Emilia:

I have faith to believe I can change anything

I will change things that separate us into things that bring us together

What we want is easier to achieve together

But you must learn to trust again, I know it’s hard!

We have what others lack

(love, peace, mutual respect!)

The overflow of emotion to help simplify things ‘cause

My heart is full of love

When you decide it’s not worth trying, that

You can’t put back together broken pieces of mirror

The time will come when I say ‘come here’

I will look into your eyes and we’ll start over.

No matter how bad things are

I won’t walk away (no I won’t walk away)

I’ll take your hand and together we’ll fix it.

Wednesday, 5 January 2011

Kuba Bujnowicz 1966-2010

his funeral is on Friday at 1pm and then he will be no more although he hasn't been much for the last few years anyway.
it's the second time somebody that close has died and neither has been in touch since they died so perhaps there's no afterlife after all.
how strange to start getting hit by the news when it was only to be expected. 'a healthy lifestyle and prosperity' is how i prefer to define the cause and i'm quoting Johnny aka Janek aka Dariusz Sztanderski Polska, guru starej łódzkiej załogi punkowej, przynajmniej zanim i jego zdrowy tryb życia i dobrobyt nie sponiewierał.
there are so many things i thought i didn't remember any more and they're all coming back, his funny sayings and comments, his not so funny disappearing act, his farewell words to me those ages ago, so much laugh and alcohol and cigarettes together and this inexplicable softness we had for each other. like the last but one time we met after several years and his trying to